Izabella Garcia-Shapiro
Oto przedostatni dzień mojego i mojej mamy pobytu w Paryżu.
Niesamowite, jak szybko zleciał ten czas. Jutro Ferb wychodzi ze szpitala.
Fajnie, może jeszcze go zobaczę.
Zjadłam śniadanie, ogarnęłam się i poszłam w kierunku domu
Flynn-Fletcherów. Dostałam SMS-a od Fineasza.
‘ Idę z Fretką odwiedzić Ferba do szpitala. Idziesz z nami?
‘
Niezwłocznie odpisałam:
‘ Jasne, z wielką chęcią. Za niecałe 5 minut będę pod waszym
domem ‘
Nie minęła minuta i dostałam odpowiedź:
‘ OK. Szybko J
‘
Szłam , szłam i tak dotarłam pod dom Flynn-Fletcherów, pod
którym czekali na mnie Fineasz i jego siostra. Ruszyliśmy w stronę szpitala.
Weszliśmy na salę w której leżał Ferb. Wchodzić można było
pojedynczo. Fretka weszła pierwsza. Nie siedziała tam nawet 10 minut… Drugi
wszedł Fineasz i siedział tam dobrą godzinę. W tym czasie ja z Fretką
rozmawiałyśmy sobie o ‘ babskich ‘ sprawach. Kiedy Fineasz wyszedł, przyszła
moja kolej. Ferb się trochę zdziwił na mój widok. Siedziałam i opowiadałam mu o
Danville przez jakieś 20 minut, potem musieli mu dać jakieś tabletki więc do
końca dnia spał. Wyszliśmy ze szpitala i chodziliśmy po Paryżu. Piękne miasto.
Poszłam na chwilę do hotelu po kilka rzeczy. Moja mama poszła do pani Lindy, a
ja z nimi. Ja i Fineasz myśleliśmy nad tym co zrobić tego dnia.
-A może byśmy zrobili maszynę, która zahipnotyzuję moich
rodziców tak, abyśmy mieszkali w Danville ? –Zaproponował Fineasz i chyba nie
żartował
-Czemu nie? – I wzięliśmy się do roboty.
Nie było Ferba, więc prace szły bardzo wolno. Minęły już 2 i
pół godziny, a my nawet połowy nie mamy, chociaż myślę, że reszta pójdzie
szybciej. Dawno nic nie budowaliśmy, musieliśmy trochę wylecieć z ‘wprawy’. Ogółem z całą maszyną uwinęliśmy się
w niecałe 5 godzin. Wystarczyło tylko wcisnąć jeden przycisk, a Fineasz, Ferb,
Fretka, Pepe, Pani Linda i Pan Lawrence będą znowu mieszkać naprzeciwko mnie.
Nagle jakiś piorun trafił naszą maszynę, po czym się rozwaliła.
-Co to było?- Zapytał z przerażeniem Fineasz- … O tu jesteś
Pepe… No to chyba już tu zostaniemy…
Po chwili namysłu Fineasz wykrzyknął:
-Już wiem co będziemy jutro robić! Zrobimy teleporter i w
każdej chwili będziemy się mogli do was teleportować.
-Skąd masz pewność, że teleportujecie się prosto do
Danville?
-Trudno, warto zaryzykować
-No tak. Robi się późno, więc będę już szła. Do jutra.
-Do jutra.
Poszłam w stronę hotelu. Zastanawiałam się nad tym
teleporterem. To nawet nie głupi pomysł. A jeśli teleportują się gdzieś
zupełnie indziej? Np. utkną w piramidzie, bądź w jakimś grobowcu? No cóż, jak
to Fineasz powiedział: trzeba ryzykować. Wróciłam do domu i krzyknęłam do mamy:
-Mamo, wróciłam!
-Dobrze.
-A tak właściwie… to o której jutro lecimy?
-Jakoś pod wieczór.
-Aha. A za ile kolacja?
- Mogę ci zrobić już teraz.
- To zrób, proszę, a potem pójdę spać, bo jestem coś
zmęczona.
- Dobrze. Kolacja będzie za… jakoś 10-15 minut. Jak chcesz
to możesz poczytać gazety?
Kiwnęłam głową i zatonęłam w tapczanie z gazetą z ręku.
Zjadłam kolację i poszłam spać. Ciekawe, co wykombinujemy z tym teleporterem…
~CDN
Sorry za błędy :(
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz