Pepe Pan Dziobak
Oto dzień mojej pierwszej misji, i dzień, w którym Izabella
wyjeżdża. Moim nowym nemezis jest niejaki Jean-Pierre. Muszę go powstrzymać,
ale nie do końca wiem w czym. Mój wróg mieszka na przedmieściach, czyli blisko
nas. Wchodzę tak jak zawszę, czyli wywalam drzwi nogą. Jean-Pierre zamknął mnie
w klatce z… sera. ‘ To dopiero oryginalne ‘ – Pomyślałem sarkastycznie.
Jean-Pierre był dość wysoki i szczupły. Miał czarne włosy,
wąsy i nosił beret. Szybko przedstawił mi swój plan. Kiedy o nim opowiadał, ja
uwolniłem się z klatki i zacząłem z nim walczyć. Podczas walki mój nemezis
wdepnął w brązową maź.
-Keyla, ty nieudolny dziobaku ! –Krzyczał, i wtedy do pokoju
weszła najpiękniejsza dziobaczka na świecie- miłość mojego życia. Oniemiałem.
Była tak samo kanciasta jak ja, ale jej cera była inna, zielona. Miała wielkie, ciemnoniebieskie oczy, takie same jak Izabella. Długie rzęsy i różowa kokarda dodawały jej
uroku. Nieziemska uroda Keyli zupełnie nie pasowała do Jean-Pierra, który był
po prostu brzydki. Kiedy mój nemezis zaczął na nią krzyczeć w jej oczach
zebrały się łzy i uciekła do innego pokoju. Zrobiło mi się żal Keyli, więc
zakradłem się do jej pokoju próbując ją pocieszyć, lecz zrozumiałem, że muszę
walczyć z Jean- Pierrem. Pobiegłem, aby z nim walczyć i nawet wygrywałem, ale
miłość mojego życia ugryzła mnie w ogon w obronie swego właściciela.
Zezłościłem się na nią, więc zatrekotałem. Ona się przestraszyła i uciekła pod
stół, a ja zwyciężyłem tą gnidę ( Jean-Pierra ) i uciekłem z ich mieszkania.
Ostatnią rzeczą którą widziałem były wielkie oczy Keyli, które wychynęły z pod
stołu. Wróciłem do domu, to znaczy jak na razie do mojej bazy. Monogram pytał
mnie jak mi poszło na misji. Zupełnie nie wiem po co, ponieważ jestem dziobakiem,
więc mu nie odpowiem. Wróciłem do domu i poszedłem spać. Kiedy pomyślałem o
Jean-Pierrze i o Keyli, poczułem, iż cała złość na nią ze mnie spływa.
Uświadomiłem sobie również, że moje życie bez niej powoli traci sens, bo
widziałem ją zaledwie 30 minut temu, a już za nią tęsknię. Ułożyłem się na
łóżku obok Fineasza i zasnąłem.
Już nie mogłem się doczekać nowej misji. Chociaż… Keyla jest
na mnie zła, ponieważ krzywdzę jej właściciela. Nie mogę zrezygnować z pracy,
przecież na tym polega moje życie. Ale dla niej zrobiłbym wszystko, nawet jeśli
mnie odrzuci. Monogram wezwał mnie do siebie, a ja starałem się wytłumaczyć mu
po ‘ dziobakowemu ‘ , że chcę odejść z pracy, bo ważniejsza jest dla mnie
Keyla. Monogram to chyba zrozumiał, więc próbował wybić mi ją z głowy. Ale jak,
skoro będę ją codziennie widywał ?
-Albo zapomnij o pracy, albo o… tej całej Keyli…- Dał mi do
wyboru Monogram.
‘To ja już wolę zapomnieć o pracy’ Pomyślałem, odłożyłem
kapelusz i odszedłem. Na zawsze… Opuściłem już naszą ulicę i kierowałem się do
domu Keyli. Kiedy mnie zobaczyła, starała się nie zwracać na mnie uwagi, było
mi smutno z tego powodu, ale próbowałem się z nią jakoś dogadać. Tak samo jak
Monogramowi, starałem się jej wytłumaczyć, że ona jest dla mnie ważniejsza od
pracy i już nie zaatakuję nigdy więcej jej właściciela. Wtedy zrozumiałem, że
Keyla też go nie lubi. Dała się tak ‘ na próbę ‘ namówić, do ucieczki z domu.
To dziwne- jeszcze wczoraj Keyla mnie nie znosiła, a dzisiaj uciekamy razem,
nie wiadomo gdzie. To chyba początek pięknej miłości…
No cóż, trochę się rozmarzyłem, i zauważyłem, że to trochę
czasochłonne. Szliśmy przed siebie, niekończącą się drogą…
~CDN
Rozdział dedykuję mojej przyjaciółce Basi, która bardzo pomogła mi w napisaniu tego rozdziału :)
~CDN
Rozdział dedykuję mojej przyjaciółce Basi, która bardzo pomogła mi w napisaniu tego rozdziału :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz